Proszę wybrać jedną z podkategorii.

adwokaci

radcy prawni

kancelarie adwokackie

Księgowość

Gdzie zamieszkać po rozwodzie

Kto zakończył małżeństwo i rozstał się z dotychczasowym współmałżonkiem, powinien mieszkać oddzielnie. Życie pisze jednak swoje scenariusze. W naszych współczesnych realiach. rozwiedzeni małżonkowie mieszkają najczęściej nadal razem, we wspólnym mieszkaniu. Nie przestaje ono być wspólne przez fakt, że na drzwiach pokojów pojawiają się dodatkowe zamki. Nadal pozostają wspólne drzwi wejściowe, korytarz, kuchnia, łazienka, WC i... powietrze, którym oddychają. Powiedzmy od razu, że niektóre rożwodzące się pary wcale nie pragną, aby było inaczej. Wkalkulowali to w koncepcję rozwodu. Chcą mieć sądownie poświadczoną „wolność” po to, aby ją świadomie lub nieświadomie ograniczyć, kontynuując psychologiczne gry, tym razem już z eksmałżonkiem. Zaczyna się wóczas kolejny etap drażnienia się ze sobą, mający nieraz posmak sadomasochistycznych zabaw. Wspólne mieszkanie stwarza po temu mnóstwo okazji, szczególnie to współczesne, małe, ciasne mieszkanie spółdzielcze, którego ściany ułatwiają uczynienie z sąsiadów przymusowych obserwatorów toczących się wydarzeń. Dla tych, którzy lubią mówić o tzw. kulturze wspólżycia, powstaje piękne pole do popisu.

Wszyscy znają podstawowe zasady zgodnego współistnienia na terenie wspólnego mieszkania, ale od znajomości tych zasad do ich realizacji droga daleka. Nie ma to nic wspl5lnego z poziomem wykształcenia — pary intelektualistów również potrafią urządzać sobie ordynarne i pełne wulgarności awantury. Decydują o tym pozaintelektualne cechy osobowości. Wyciszenie też nie musi oznaczać dobrych kontaktów. W gnieździe węży jest właściwie dość cicho, tylko to syczenie...

Kto ma gdzie mieszkać, nawet jeśli nie „na swoim”, przebywa najchętniej poza domem, utrzymując równocześnie pro forma prawo do wspólnego lokalu. Są to wówczas mieszkania, w których panuje względny spokój, tylko jeden pokój jest stale zamknięty. Dla uspokojenia emocji jest to rozwiązanie dobre, szczególnie jeśli stanowi fazę przejściową do rzeczywistego rozdziału miejsca zamieszkania. Nie lubią tego jednak wydziały spraw lokalowych, o czym wiedzą na ogół ci eksmałżonkowie, którzy szukają formalnego pretekstu do wykwaterowania takiego „lokatora” i zawładnięcia całym mieszkaniem.
Szczególnie trudny emocjonalnie problem powstaje wówczas, gdy rozwiedzeni małżonkowie zamieszkują we własnym domu, wybudowanym często kosztem wielu wyrzeczeń.

Dom ten ma dla każdego z nich wartość nie tylko materialną, ale i emocjonalną. Właśnie to emocjonalne przywiązanie do zbudowanego wspólnie domu powoduje, że deklarując pozorną gotowość jego opuszczenia małżonkowie stawiają równocześnie warunki niemożliwe do spełnienia. Ten, kto ma dokonać spłaty, nie ma najczęściej pieniędzy, nie potrafi zapewnić innego mieszkania, ani też nie ma dokąd się wyprowadzić. Małe domy rodzinne są najczęściej tak budowane, że rzeczywiście nie nadają się do wewnętrznego podziału. Jest to więc także problem techniczny, niemożliwy do rozwiązania bez daleko posuniętej dobrej woli obu stron. W tej sytuacji problem mieszkaniowy po rozwodzie rozstrzygnięty zostaje najszybciej, gdy jedna z osób przeprowadza się do nowego partnera (oczywiście z wyjątkiem małej grupy osób, których stan posiadania umożliwia przyjęcie innych rozwiązań). Szczególną formą wyjścia jest powrót do rodziców. Rodzice rzeczywiście dość często gotowi są ponownie przyjąć córkę lub syna — ofiarę małżeńskiej katastrofy, ale to, co z tego wynika dla nich wszystkich, może stanowić przedmiot oddzielnych, obszernych rozważań. Do niektórych zagadnień z tym związanych jeszcze pówrócę.